10 rzeczy, które musisz zrobić w Maroko

Siedem dni to bardzo niewiele, by zobaczyć i poznać Maroko. To mało, żeby poznać jedno miasto, a co dopiero cały kraj. A jednak, mimo ograniczonego czasu, wróciłam zadowolona. Poznajcie listę 10 rzeczy, które pozwoliły mi zachwycić się Maroko w tydzień.

Maroko | co zobaczyć | co warto zwiedzić | bucket list

1. Spędzić noc w riadzie

Zanim pojechałyśmy do Maroko, wiedziałyśmy, że wydzielimy extra budżet, żeby spędzić choć jedną noc w typowym marokańskim riadzie. Gdzie indziej mogłybyśmy za stosunkowo dobrą kwotę zamieszkać w pięknym pałacu rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy?

Czym właściwie jest riad? To tradycyjny marokański pałac (dom?) z wewnętrznym dziedzińcem, obecnie przerobiony na hotel. W riadach znajdziemy klasyczne, arabskie dekoracje, orientalny wystrój, taras na dachu i… pyszne słodkie śniadanie.

Czy nocleg w riadzie jest tani? Tak i nie – jak to ma się z cenami w całym Maroko. Możesz popuścić pasa i wybrać luksusowy riad, gdzie ceny za nocleg zaczynają się od 1000zł. Przegląd najpiękniejszych riadów w Marrakeszu znajdziecie na blogu Alabasterfox. Trochę żałowałam, że naoglądałam się ich przed wyjazdem ;) Podbiły moje serce, a niestety – nocleg w jednym z nich pochłonąłby mój (prawie) cały podróżniczy budżet.

Na szczęście, istnieją też piękne riady na znacznie mniejszą kieszeń. W Essaouirze spałyśmy w cudownym niebiesko-białym riadzie Gloria (nasz numer 1!). W Marrakeszu znalazłyśmy nocleg przy pałacu el-Badi w Qamar Zamane 2, gdzie nawet bardziej niż sam wystrój, zauroczył nas serwis i obsługa gości. Ostatniego dnia byłyśmy już z Hichamem takimi kumplami, że tuliliśmy się na do widzenia. Kto to widział w tym arabskim świecie! Za 2-osobowy pokój w riadach płaciłyśmy 10-20 euro/os.

2. Zjeść tadżin…

Po powrocie z Maroko co druga osoba pytała mnie „a jak jedzenie?”. Zawsze miałam tę samą odpowiedź „Wiesz, bez szału”. Tradycyjne marokańskie potrawy są dość monotonne, a króluje wśród nich – panie i panowie – tadżin.

Tajine nosi swoją nazwę od naczynia, w którym jest przyrządzany i podawany. To nic innego jak ułożone w stosik warzywa, pod którymi skrywa się mięso, do wyboru: drób, wołowina i baranina. Podawany jest z ziemniakami lub kuskusem (i wtedy nazywa się… kuskus). Danie dostępne jest również w wersji wege.

Nasz pierwszy tadżin zjadłyśmy na tarasie Taj’in Darna z widokiem na nocny, oświetlony plac Jama El-fna i… przepadłyśmy. Był boski. Tej nocy pokochałam wyjadanie resztek sosu przy pomocy kawałka chrupiącego chleba. Zaczęło się dobrze, ale gdy każdego dnia ktoś proponuje ci tadżin, zaczynasz mówić „dość”.

3. … i popić herbatą z mięty!

Mówi się, że żadna miętowa herbata nie smakuje tak jak ta nalewana ze srebrnego czajniczka w Maroko. I tak też zapamiętałam ten kraj – płynący mocną, słodką herbatą z miętą.

Tradycyjna herbata (Berber whisky) jest super słodka i nalewana z określonej wysokości. To nie takie hop siup –zaparzyć herbatę i przelać ją do szklanki. W knajpkach podają ją od razu słodzoną (jeśli stronisz od cukru, pierwszy łyk będzie wyzwaniem ;) ), w riadach na welcome party bardziej po europejsku – cukier w kostkach położony obok.

4. Spróbować soku z wyciskanych pomarańczy na placu Jama El-fna

Jedzenie takie se, ale jest coś, co zachwycało mnie pod każdą postacią. Soczyste pomarańcze, mandarynki, banany, truskawki… Proszę państwa, owoce!

Sok z wyciskanych pomarańczy jest nieodłącznym elementem naszych podróży. Na Camino de Santiago robiłyśmy specjalne przerwy, żeby usiąść na 5 minut i wypić porcję witamin w małym, lokalnym barze. Czy mogłyśmy odmówić sobie tej przyjemności w Maroko? Zdecydowanie nie, zwłaszcza, że sok sprzedawany na stoisku na środku placu Jama El-fna w Marrakeszu kosztował 4 dirhamy, czyli… 1,50 zł.

I to był jeden z najlepszych pomarańczowych soków w moim życiu <3

Uspokajam, nie trzeba się targować. Cena jest stała i wypisana na szyldzie stanowiska ;)

5. Kupić przyprawy na sukach w starej części miasta

A dla tych, którzy lubią negocjować i szukać okazji, polecam wybrać się na suki, czyli place handlowe w obrębie medyny. Uprzedzam – będzie głośno, tłoczno, a czasem być może nawet niekomfortowo. W odróżnieniu od Marrakeszu, zakupy na bazarach w Essaouirze są czystą przyjemnością i to tu postanowiłyśmy spróbować trudnej sztuki handlu.

Muzułmańska kobieta przechodząca przez bramę, obok bezdomny
Turyści spacerujący uliczkami Essaouiry
Rudy kot siedzący przed niebieskimi drzwiami w Essaouirze

Co warto przywieźć z Maroko? Przyprawy! Kolorowe stoiska pełne pachnących cudów przyciągają wzrok (i węch?) już z daleka. Czego tu nie znajdziesz! Jako, że jem głównie oczami (i kolorami) wróciłam do Polski z… papryką chili, kurkumą, imbirem, kuminem, szafranem i mieszanką marokańskich przypraw.

W końcu najlepsze pamiątki z podróży to te, które możesz zjeść.

6. Odwiedzić miejsca z serialu „Gra o tron”

Maroko jest jedną z ulubionych lokalizacji na mapie filmowców. Powstawały tu takie produkcje jak „Gladiator, „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”, „Seks w wielkim mieście 2” i niektóre sceny z serialu „Gra o tron”. A jako, że wielkimi krokami zbliżamy się do finału Winter is coming, nie sposób odmówić sobie uderzenia w miejsca, do których zawędrowała kamera Davida Benioffa.

Przenieść się do Essos, odwiedzić Astapor i odkryć ciasne uliczki Yunkai? To nie zdarza się codziennie!

Ajt Bin Haddu | Maroko
Ajt Bin Haddu

W Maroko trafiłyśmy na mury słynnego Ajt Bin Haddu położonego na południu kraju, między Marrakeszem i Warzazatem. Osada wcieliła się w rolę Yunkai, miasta, które podbiła piękna Daenerys. Kawałek dalej, na skraju Essaouiry, znalazłyśmy siedzibę handlarzy niewolników, dumne Astapor.

7. Zobaczyć kozy na arganowym drzewie

W drodze do Essaouiry bacznie rozglądajcie się na boki. Tuż przed miastem rozciągają się plantacje drzewek arganowych, a niektóre z nich okupują… kozy!

Co robią kozy na drzewach arganowych? Siedzą i jedzą. Budowa drzewa (poskręcane i pochyłe pnie) ułatwiają im wdrapanie się na koronę, gdzie czeka już na nich prawdziwa uczta. Kozy żywią się liśćmi i owocami, a w swoim odchodach oddają wartościowe „orzeszki”. To z nich wyciska się drogocenny olej arganowy. Działalność zwierząt budzi kontrowersje. Z jednej strony, kozy przyczyniają się do rozkwitu handlu, z drugiej – oskubując drzewka z liści, powodują ich obumieranie.

Kozy na arganii to wyjątkowy widok – jedyny taki na całym świecie. Wiesz, że jedno drzewko może pomieścić nawet 20 z nich? Przygotuj się na syte tipy, jeśli zdecydujesz się zatrzymać przy drodze i zrobić im pamiątkowe zdjęcie ;)

8. Spróbować świeżej, grillowanej ryby w porcie Essaouira

Essaouira jest znana z kilku rzeczy – olejków arganowych, niezwykłych murów otaczających stare miasto, niebieskich łódek w porcie i grillowanych ryb, które lądują na twój talerz prosto z morza.

Szukając wytchnienia w Essaouirze, możesz być pewien, że nogi zaniosą cię w końcu do portu. Omiń wystawne knajpki i zachwyć się brudnym, śmierdzącym targowiskiem. Przy drodze ludzie sprzedają tu dorodne ryby, rekiny, płaszczki, ośmiornice i kraby. Pomiędzy stoiskami ukryta jest mała, prowizoryczna knajpka – grill i kilka plastikowych krzeseł. To tu zjesz grillowany obiad: świeżą doradę i krewetki wyciągnięte prosto z sieci. Mniam!

(jakieś trzy razy taniej niż w knajpce 300 metrów dalej)

Mewa na tle portu w Essaoirze
Port w Essaouirze | co robić w Maroko
Zachód słońca w Essauirze | Maroko bucket list

9. Zachwycić się wąwozami ukrytymi pośród Gór Atlas

Kiedy myślę o Maroko, widzę przed oczami obrazek: pomarańczowe kazby wciśnięte w szczeliny gór Atlas. Domy, przez których pokruszone ściany wygląda bieda; dzieci siedzące na schodach i chłopak z plecakiem biegnący po suchej, spękanej ziemi. Widzę też ulice, które roją się od ludzi. Samochody bez pardonu wyprzedzające las skuterów i hamujące przed osłem ciągnącym wózek, który właśnie postanowił przeciąć nam drogę.

Ta właśnie droga, wijąca się między górami, poprowadziła nas do czerwonych wąwozów.

Droga wijąca się między górami Atlas | Maroko

Maroko to nie tylko gwarna medyna, pachnące przyprawy i chusty na głowie, to również natura, która, co tu dużo mówić, jest doskonała. Taka więc mamy wąwóz Dades i boski palec, który ułożył skały w precyzyjną układankę. A dalej, wysokie na 4 metry ściany wąwozu Todra, pod którymi spacerują osły i leniwie spoglądają w górę – na śmiałków, który krok za krokiem wspinają się po pionowej skarpie.

Wąwóz Dades podczas zachodu słońca
Wąwóz Dades
Pomarańczowe skały wąwozu Dades
Wyschnięte koryto rzeki nieopodal wąwozu Todra
Wąwóz Todra

Tutaj ścieżka się nie kończy. Mknie dalej przez złote krajobrazy, coraz bardziej suche, coraz bardziej surowe, do pustynnego miasta i najwyższych wydm w tej części kraju.

10. Przenocować na pustyni

Nocowanie na Saharze wymarzyłam sobie 5 lat temu. A zatem… kupując bilet do Maroko, nie mogłam pozwolić, bym wyjechała z tego kraju, nie zobaczywszy skrawka pustyni. I stało się – 19 marca, z piaskiem, który kilogramami sypał się do butów, biegałam po Saharze i nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tam jestem. Wdrapałam się na najwyższą wydmę w okolicy i ciężko oddychając, oglądałam najpiękniejszy zachód słońca.

Wycieczka na Saharę przyciąga ludzi z całego świata. Możesz wykupić ją w biurze podróży lub zorganizować wszystko na własną rękę. Docelową bazą jest Merzouga, miasteczko położone na skraju pustyni, skąd codziennie wyruszają karawany wielbłądów. Godzinny marsz kończy się na niewielkim obozowisku rozstawionym pośród złotych piasków.

Spanie na pustyni jest wątpliwą atrakcją – średnio wygodną, zimną i mało higieniczną. Ale wiecie co? Bez wahania zrobiłabym to jeszcze raz.

Karawana wielbłądów na Saharze | Merzouga


* * *

O Merzoudze jeszcze będzie, praktycznie i ze wszystkimi szczegółami.
Interesuje cię jakaś kwestia? Jeszcze masz czas, żeby zadać pytanie ;)

M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.