Oko w oko z niedźwiedziem, czyli dotarliśmy do Yosemite!

Zza zakrętu wystrzeliły drzewa. Wysokie, hen do nieba. Morze drzew, które falowało w rytm podmuchu wiatru. Nad doliną gęstniała szara smuga dymu, która powoli, krok po kroku odsłaniała skarby parku. Wodospady, których widok z miejsca wrył nas w ziemię. Piękne i monumentalne, uśpione w promieniach południowego słońca. A dalej – kryształowe jeziora poukrywane w cieniu oprószonych śniegiem gór. Groźne bloki skalne, szare potwory, które tkliwie otaczały serce Yosemite. I on – El Capitan – skalny wódz, pionowa ściana, spełnienie marzeń każdego amatora wspinaczki.

Bezkresna przestrzeń.

I pomyśleć, że wcale nie mieliśmy zahaczyć o Yosemite.

szlaki | niedźwiedzie w Yosemite | co zobaczyć | praktyczny przewodnik

Przygotowując pierwszy plan imprezy, wykreśliłam Yosemite z listy. Wertowałam tysiące relacji i chociaż wszyscy zgodnie chwalili Yosemite, nie mogłam się przekonać. Na zdjęciach wciąż widziałam drzewa, góry, drzewa, nagie skały i drzewa raz jeszcze. Jechać na drugi koniec świata i bawić się w polskie Tatry? Eeee, szkoda mi na to czasu.

Doskonale pamiętam, dlaczego zmieniłam zdanie. Tamtego popołudnia leżałam na plaży i w ciszy obserwowałam fale. Słuchałam historii o podróżniku, który ze wszystkich miejsc na świecie (!) najczulej wspominał Yosemite. Jak to możliwe? Nie mogłam być tak blisko i nie zobaczyć tego na własne oczy.

Dwa tygodnie do wyjazdu, a my zmieniałyśmy misternie szyte plany. Przesuwałam rezerwacje, ogarniałam auto i na gwałt kręciłam namiot. Wszystko, byle tylko zobaczyć Yosemite.

Vernal Fall, Yosemite

Dziewczyna w pomarańczowej kurtce siedząca na skałach w Yosemite

Nagie skały w drodze do Vernal Fall, Yosemite

Poniedziałek. Do Yosemite dotarliśmy z samego rana. Mieliśmy sporo szczęścia, ponieważ – mimo braku wcześniejszej rezerwacji – zgarnęliśmy miejsce na campingu wewnątrz parku. A dokładnie, ostatni site na campingu Crane Flat ($26 za miejsce).

Camping w cichym, ciemnym lesie był wybawieniem po ostatniej nocy, którą we czwórkę spędziliśmy w aucie pod siłownią. Mało powiedzieć, że pierwsze huczne zajęcia w rytmach Biebera rozpoczęły się o 5 rano.

Praktycznie. Największym powodzeniem cieszą się campingi w samej Dolinie Yosemite, które należy rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Cóż, tylko tam znajdziecie prysznic (;

Myślę, że nigdy nie zapomnę o Crane Flat i mam ku temu bardzo szczególny powód. Gotowi na dreszczyk emocji?

Dużo słyszy się o niedźwiedziach w Yosemite. Już na wjeździe wcisnęli nam ulotki z dokładnymi instrukcjami, gdzie przechowywać jedzenie i wszystkie inne (także szczelnie zakręcone) płynne rzeczy. Niedźwiedzie nie są głupie, a w poszukiwaniu żarcia potrafią się włamać nawet do samochodu. Na terenie całego parku rozstawione są specjalne anty-misiowe kontenery, do których należy wrzucić wszystkie odpadki, jedzenie i kosmetyki. Taki kontener ma w założeniu działać jak szczelna lodówka. Otwierasz – bierzesz – zamykasz. Otwierasz – odkładasz – zamykasz.

Zwykle staram się przestrzegać panujących reguł. Ale wiecie, dopiero co dojechaliśmy na miejsce i jedyne, o czym myślałam to pyszne kanapki z nutellą i bananem. Zresztą, serio? Nikt z naszych znajomych nie widział niedźwiedzia w Yosemite. Po śniadaniu zaczęliśmy sprzątać i sumiennie pakować rzeczy do anty-misiowego pudła. Kontener był otwarty przez kilkanaście minut. Dziewczyny ruszyły na podbój łazienki, a my zajęliśmy się bagażami. Dalej wszystko potoczyło się tak szybko!

Któraś z sąsiadek wskazała nam plamę na horyzoncie. Dużą, ciemną plamę, która stopniowo nabierała wyraźnych kształtów. Na środku campingu, jakieś 30 metrów dalej, jak gdyby nigdy nic przechadzał się niedźwiedź! Zamarłam i z przerażeniem spojrzałam na nasz kontener – pełen jedzenia, otwarty, jakby machał do misia na powitanie. $5000 grzywny stało się nagle bardzo realne.

Chyba już wiecie, kto biegł i patrząc śmierci w oczy, zamykał pudło i zbierał porozrzucane śmieci. Na pewno nie ja.

A gdyby ktoś nie wierzył, tylko w razie W, nagraliśmy filmik.

Samo Yosemite zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Obstawiam – po części dlatego, że był to pierwszy park narodowy, który zobaczyliśmy w zachodnich Stanach Zjednoczonych.

Zupełnie nie jak Tatry (;

Równocześnie wiem, że Yosemite nie pokazało pełnej krasy. Wodospady najlepiej podziwiać wiosną, kiedy rzeki nabierają po-zimowej wody. To dopiero musi być widok! Z powodu pożarów i znacznego zadymienia parku nie zobaczyliśmy także panoramy, który rozciąga się ze słynnego Glacier Point. Czułam delikatne kłucie, za każdym razem, gdy przejeżdżaliśmy obok szlabanów i zakazów wjazdu.

Co więc zrobiliśmy w dolinie Yosemite?

  • Szlak Upper Yosemite Falls do połowy drogi; złapał nas deszcz i o mały włos nie zawróciliśmy tuż przed ścieżką, z której można podziwiać górny, najwyższy wodospad Ameryki Północnej (739 metrów)
     

Szlak Upper Yosemite Falls

Szlak Upper Yosemite Falls, zdjęcie pionowe

Dziewczyna z plecakiem siedząca na skale nad przepaścią na szlaku Upper Yosemite Falls

Chłopak w niebieskiej kurtce na tle najwyższego wodospadu w Yosemite

  • Szlak do mostu z widokiem na wodospad Vernal Fall (z mojej strony – dość niechętnie, ale foto-złapałam wiewiórkę i summa summarum byłam zadowolona)
     

Vernal Fall, Yosemite

Vernal Fall, zdjęcie pionowe

Blondynka w koszuli w kratę stojąca na mostku, w tle Vernal Fall

Szara wiewiórka na szlaku Yosemite, zdjęcie z bliska

  • Wtorek. Przejazd na wskroś parku Tioga Road w kierunku Mono Lake (widoczki palce lizać)
     

Tioga Road, Yosemite

Chłopak stojący nad jeziorem przy Tioga Road, Yosemite

Naga skała i jej odbicie w jeziorze przy Tioga Road, Yosemite

Widok z punktu widokowego przy Tioga Road, Yosemite

  • Przystanek z widokiem na Tunnel View (czy tylko mnie ten krajobraz przywodzi na myśl Nowy Świat Pocahontas?)
     

Tunnel View, Yosemite

Yosemite było pięknym wstępem do naszej wyprawy po zachodzie USA. Nie żałuję, że zmieniliśmy plany i zahaczyliśmy o perłę Ameryki.

Jest mi tylko szkoda (tak bardzo szkoda!), że spędziliśmy tam tak mało czasu.

M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.