Dlaczego zamieszkam na miesiąc w Łodzi?

Gdy złożyłam wypowiedzenie, nie do końca spodziewałam się tego, co nastąpi później. Wiedziałam, że zrobiłam dobrze, mimo tego, że miałam jeszcze żadnego planu.

Łódź, Pasaż Róży

Moment na zmiany

Usłyszałam dziś piękną rzecz. To ważne, żeby krok po kroku wspinać się po drabinie, która doprowadzi cię do celu. Na swojej ścieżce potkniesz się o wiele przeszkód, to fakt. Ale uważaj – gdy dotrzesz już tam, do samej góry – by nie zorientować się nagle, że twoja drabina od początku podpierała się o zły filar.

A ja już od pewnego czasu czułam, że miejsce mojej drabiny jest gdzieś zupełnie indziej.

Na mojej drodze spotkałam wielu ludzi, którzy choć niezadowoleni, wciąż tkwili w tym samym miejscu. To nie sztuka żyć w rytm zasady „chujowo, ale stabilnie”. Bezpiecznie? Być może. Tylko, że ja zupełnie nie widziałam się w tym świecie.

Więc podjęłam decyzję, by próbować i walczyć. I zrezygnowałam z wygodnej pracy. Cytując Wojtka, wstałam z fotela i ruszyłam na spotkanie swoich marzeń.

Dobre rzeczy przyjdą, musisz tylko zrobić dla nich miejsce

W perspektywie nie było innej pracy. Ale nie zostawałam też z niczym – wciąż miałam moje ‘małe rzeczy’: zlecenia copy i wizję szkoły językowej.

Co nie zmienia faktu, że jednego dnia budziłam się z uśmiechem na ustach, a następnego zasypiałam pełna obaw i niepokoju. No bo co, jeśli…?

Dobrze rzeczy przyszły tydzień później.

To w sumie ciekawe, bo podobna historia już się zdarzyła. Miesiąc po tym, jak przeszłam na pół etatu, dostałam telefon z propozycją stałej współpracy copy. Widzicie, wystarczyło tylko zrobić trochę miejsca i bach!, nadciągnęły nowe opcje.

Tym razem było inaczej. Wysłałam maila do firmy, którą znalazłam przez przypadek w Internecie. Bez ogłoszenia, bez procesu rekrutacyjnego. Zapoznałam się z profilem i wiedziałam: to jest to! Dwie rozmowy później pojechałam na próbę do Łodzi.

Co robiłam na dniu próbnym? Układałam plan podróży.

Firma z Łodzi, dziewczyna z Rzeszowa

Zaryzykowałam i na miesiąc wdrożenia zamieszkałam w Łodzi. Tak, w tym dziwnym mieście w samym sercu Polski.

Co ja tu właściwie robię? Jednym zdaniem – uczę się, jak funkcjonuje firma. Pracuję w branży turystycznej, do której próbowałam wkręcić się od roku (!). Pomagam w marketingach i stawiam pierwsze kroki w innej roli. Organizuję podróże szyte na miarę. Rozwijam się jako travel planner, czyli taki wedding planner, ale stricte od podróży.

A po miesiącu? Będę działać zdalnie z domu.  Kurde. Jeszcze dwa miesiące temu nawet bym nie pomyślała, że ktoś da mi taką szansę. 

Co, jeśli nie wyjdzie? Na tym etapie wiele rzeczy może się nie udać. Nie spodoba mi się praca / ludzie / warunki / służbowe wyjazdy do Łodzi. Albo nie spodobam im się ja. Tyle tylko, że nie ryzykuję dużo. Mogę stracić czas, kiedy na szali leży znacznie więcej –marzenie, które w końcu udało mi się musnąć.

Ja właściwie już wygrałam

Życie pięknie pokazało mi, że warto działać i walczyć o swoje marzenia. Obiecuję, że jeśli nie pyknie, nie poddam się i będę kombinować dalej ;)

Ale wyjazd do Łodzi dał mi coś jeszcze.

Trzy miesiące temu dostałam propozycję pracy z językiem hiszpańskim przy tworzeniu produktu turystycznego (czyli po polsku: ogarnianie wycieczek na Amerykę Łacińską) w ekskluzywnym biurze. Wszystko fajnie, tylko jeden szkopuł  – powrót do Krakowa i do związku na odległość.

Były dni, kiedy plułam sobie w twarz, że nie wzięłam tej roboty. Bo wiecie, taka szansa!  Dzisiaj wiem, że postąpiłam dobrze. Tydzień w Łodzi szybko uświadomił mi, czego chce od życia. I nie jest to smutne (i samotne) mieszkanie w Krakowie ;)

Trzymajcie się ciepło,
M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.