To był maj, pachniały tulipany

Mój maj zaczął się już 26 kwietnia, kiedy wsiadłam w samolot i poleciałam do Brukseli. Pamiętam to dokładnie. Przeciskałam się w warszawskim korku, modląc się w duchu o szybkie połączenie do Modlina. Dojechać do stolicy i spóźnić się na samolot? Ee, takie rzeczy się nie dzieją.

Różowe tulipany w Brukseli

# majówka

Planując wypad do Belgii, nie spodziewałam się, że ta majówka będzie taka intensywna! 5-dniowy wypad na północ pozwolił mi się wyciszyć i złapać równowagę, której brakowało mi po 8-godzinnych dniówkach w biurze. Mimo początkowych obaw przypomniałam sobie, jaką frajdę sprawiają mi podróże solo*. Spacerowałam ulicami, wymijając robotników, którzy ze śmiechem ustawiali się do zdjęcia i chwytając muzykę, którą tętniły aleje miasta.

Do Belgii poleciałam sama, ale na miejscu zatrzymałam się u znajomych; u Błażeja, którego ostatni raz widziałam w lutym zeszłego roku!

W ciągu 5 dni odwiedziłam dwa miasta – Brukselę i piękną Brugię – a w sobotni ranek ni stąd ni zowąd wylądowałam nad kanałem w Amsterdamie. Pogoda mnie nie rozpieszczała, ale gdybym mogła, bez wahania powtórzyłabym ten długi weekend. Do Polski wróciłam zapakowana w czekoladę i zestaw trzech belgijskich piwek.

O moim wyjeździe do Belgii przeczytasz tu:
1) Brugia, miasto czarownic
2) 5 rzeczy, których nie wiedziałeś o Brukseli

A dalej? Nie zwalniałam tempa. (Za) krótka wizyta w Natolinie, gdzie na balkonie, z kawą w ręku, obserwowałam Warszawę – leniwe słońce migoczące między wieżowcami i korony drzew, które przepychały się, szukając miejsca między budynkami. Lubię tam wracać, na ten balkon i do niej, na pogaduchy, które ciągną się już od 10 lat.

Po powrocie do Rzeszowa wciąż majówkowałam – były lody z Myszki, spacery nad Wisłokiem i drinki pod parasolkami. A wracając do lodów… tylko spójrzcie! Dla tej polewy można pokonać nawet tysiące kilometrów! Prawda, Kasia Ś.?

Ostatni wolny weekend spędziłam w Krakowie, w Café Lisboa na pastel de Belém i truskawkowych margaritach, z którymi świętowaliśmy meksykańskie Cinco de Mayo. Rozpusta rozpustą, ale cel mojej wizyty był jeden – Ola i dogranie szczegółów na wrzesień.

Bo we wrześniu… pakuję plecak i ruszam na zachód – tam, gdzie uwielbiam wracać każdego roku.

pielgrzym na camino de santiago

# camino

9 maja kupiłyśmy bilety i nagle nasza podróż do Hiszpanii stała się bardzo realna. Tego dnia z całą mocą uświadomiłam sobie, że nie mam porządnych butów ani sprzętu, niezbędnego do 10-dniowej wędrówki. Tyle rzeczy trzeba jeszcze załatwić, tyle mądrych słów i porad wyszperać z zakamarków internetów!

Bo we wrześniu… ruszamy na Camino.

Pomysł na Camino pojawił się w mojej głowie już zeszłego roku. Później doszło towarzystwo i wrzesień, bo ten miesiąc wydawał się pasować wszystkim. Zrezygnowałyśmy z Camino del Norte (ścieżki wiodącej wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii), by postawić na drogę Portugues, od Porto wzdłuż oceanu, aż po słynną katedrę Santiago de Compostela.

Jeszcze tyle przede mną, a ja już kręcę się z podekscytowania i zapuszczam Alvaro:

# seriale

Maj, oprócz podróży, obfitował w seriale.

13 powodów #2

Odpaliłam pierwszy odcinek i zniknęłam na całe trzy dni. Drugi sezon 13 reasons why opowiada historię Hannah z innej strony; z perspektywy osób, których imiona gorzko wybrzmiewają na przeklętych taśmach. Losy bohaterów przeplatają się z procesem, który nieźle namiesza w życiu każdego z nich. Oglądaliście? Już dawno nie kotłowało się we mnie tyle sprzecznych uczuć!

13 powodów 2 - gif

Opowieści podręcznej #2

Opowieści podręcznej #2 to druga część historii June, która rozgrywa się w antyutopijnym świecie, gdzie rola kobiety została sprowadzona do podręcznej macicy dla wysoko postawionych, bezpłodnych komendantów. Kobiety w czerwonych szatach, poniżane i surowo karane za każdy objaw nieposłuszeństwa, skrycie walczą o wolność i ucieczkę z biblijnego raju.

Opowieści podręcznej 2 - gif

O tych i innych serialach przeczytasz tu:
1) 7 seriali (nie tylko) na zimowy wieczór

# kiedy maj się kończy

Uwielbiam ten moment, w którym ostatni majowy dzień gaśnie na horyzoncie, szykując miejsce na energiczny czerwiec. Początek czerwca to dwa nierozerwalne dni, które każdego roku witam z uśmiechem na twarzy.

Tak więc, jest i 1 czerwca, w którym pielęgnuję małe dziecko, które siedzi gdzieś tam wewnątrz mnie. Objadam się Kinder Jajkiem i odkrywam radość, stawiając żółty wagonik na planszy Wsiąść do pociągu.

Jest i 2 czerwca, który już o północy wybija mi urodzinowe dzwonki; dzisiaj – dwadzieścia sześć przeciągłych dźwięków. W ten jeden dzień w roku zakładam koronę i jestem księżniczką. W ten jeden dzień czuję się wyjątkowo, jak nigdy w ciągu całego roku.

* * *

Jak wam minęły majowe dni?
Trzymajcie się ciepło, M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.