Listopad i co dalej?

Czerwiec. Jestem świeżo po studiach, nie mam pracy i właśnie wyprowadziłam się z Krakowa. Na każdym kroku słyszę magiczne co dalej? i skrupulatnie chowam je pod poduszkę. Jadę do Stanów, nie chcę się troszczyć o mgliste jutro.

Cóż… trzymiesięczny pobyt w USA przeleciał mi przez palce. 2 października znów siedziałam w samolocie i z każdym oddechem zbliżałam się do Polski, do pytania, które czaiło się w ciepłej kołdrze. Co będziesz robić? Gdzie będziesz mieszkać? Co dalej?

Nikt nie uprzedził mnie, że powroty do domu są takie ciężkie!

Startujący samolot na tle zachodzącego słońca

Rzeszów, welcome to!

Po 6 latach na emigracji w Krakowie wróciłam do Rzeszowa. Nie, wciąż nie jestem przekonana, że Rzeszów to moje miejsce i wciąż zapieram się, że nie zostanę tu na stałe. Na rok – owszem, ale na całe życie?

Kawa na ławę. Wróciłam, bo obiecałam to G., który tego roku ściera się z magisterką. Wróciłam, bo zamieszkaliśmy razem, a nasz długo-dystansowy związek nabrał zdecydowanych, świeżych kolorów. Listopad mignął mi gdzieś pomiędzy przeprowadzką a wyborem szklanek w krakowskiej Ikei.

I co? Mamy białe talerze, duży fotel i różowe poduszki na sofce. Najlepsza przygoda dopiero przed nami.

Mieszkanie jest, a dalej?

Długo szukałam pomysłu na siebie. Zaczynać coś nowego czy iść starą, utartą ścieżką? Pracować zdalnie czy zamknąć się na etat w firmie? Cały październik przebiedowałam w domu. Oglądałam za dużo seriali i przerabiałam kalifornijskie zdjęcia.

Wiecie, z Rzeszowem jest jeden zasadniczy problem. Nie ma tu pracy po moich studiach (duże uproszczenie, ale… humanista w dolinie lotniczej?!). A i stawki są znacznie gorsze niż w innych rejonach Polski.

How I tolerate life - gif

Tak więc szwendałam się tu i tam. Łapałam zlecenia i podsyłałam CV, aż w końcu… dostałam pracę i to niejedną. Tak więc pracuję – w (niby) marketingu, za dobrą pensję i z językami. Dalej mam wątpliwości, ale cóż, rachunki same się nie zapłacą (:

Chociaż najchętniej rzuciłabym wszystko i pracowała w kawiarnii na drugim końcu świata.

… albo została web developerem

Przeprowadzka, nowa praca i nagle zabrakło mi czasu. A przecież jeszcze w październiku narzekałam, że mam go aż nadto! Więcej pisałam, śmigałam na kawki i ba… wróciłam do korzeni i sięgnęłam po książkę o JavaScript’ cie.

Cały czas cierpliwie czekam, aż wszystko się unormuje i ja, pomimo pracy, znajdę chwilę dla siebie (;

var name = “Geri”;
if (name == “Geri”) {
Alert(“Daj buziaka”);
}

A w międzyczasie…

#filmy

1) Captain Fantastic rysuje przed nami namiastkę utopijnego państwa – malutką osadę w środku lasu, w której wychowuje się i dorasta szóstka dzieci. Na pozór niczego im nie brakuje – codzienna musztra doskonale rozwija ich ciało i umysł. Ich spokój zostaje brutalnie przerwany. Nagła śmierć matki rozpędza lawinę zdarzeń i wystawia na konfrontację z realnym światem. Captain Fantastic to ciekawy i intrygujący obraz, który prowokuje do pytań. Jak ocenisz życie, które wybrał dla siebie Ben? Ocena 8/10

Kapitan Fantastic - gif

2) Już od dłuższego czasu zbierałam się do kolejnej (niebagatelnej, bo z 2003 roku!) propozycji oskarowej. Monster opowiada autentyczną historię Aileen – prostytutki, którą skazano na śmierć za zamordowanie sześciu mężczyzn. To smutny i poruszający obraz, splot wydarzeń, które nieuchronnie prowadzą bohaterów na dno. W rolę Aileen wcieliła się niesamowita Charlize Theron. Swoją drogą, Monster można obejrzeć wyłącznie dla niej, genialna kreacja! Ocena 8/10

Monster - scena z filmu

# muzyka

Wygrzebane z internetów: Maradona w piosence o Maradonie.

I pomyśleć, że gdyby nie G. do dziś nie wiedziałabym, kim jest Maradona :’p

#blogosfera

Na blogu pojawiły się trzy wpisy:

1) 50 twarzy San Francisco

2) Work & Travel, czy to się opłaca?

3) Oko w oko z niedźwiedziem, czyli dotarliśmy do Yosemite!

* * *

Trzymajcie się ciepło!
M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.