Kwiecień, w którym przeszłam na blond

kwiecień | zmiana koloru włosów na blond

Kwiecień przyniósł mi przykrą refleksję: im więcej mam pracy (szczególnie takiej, która wymaga pisania), tym mniej piszę dla swojej przyjemności. Smutne, ale prawdziwe. Wciąż uczę się odpoczywać, ale brutalnie dochodzę do wniosku, że copywriter’skiego przesytu nie wyleczę kolejnym tysiącem znaków. 

Wiecie, od zawsze lubiłam pisać. Ba! Pierwsze książki w 16-kartkowym zeszycie pisałam już w podstawówce. I z jednej strony ogromnie się cieszę, że potrafiłam wziąć życie za fraki i zacząć rozwijać swój warsztat. Cieszę się, bo w końcu ktoś to docenił i za to „pisanie” zaczął mi płacić. A z drugiej strony, mocno obawiam się pułapki pracy, którą się kocha. Bo czy jeśli twoją motywacją zaczyna być kasa, ta piękna i czysta miłość musi gdzieś w końcu zniknąć?

Jak zostałam copywriterem? Czyli historia, o której nic nie mówiłam…

A może mówiłam, tylko umknęło to gdzieś po drodze.

Karierę copy zaczęłam przewrotnie, bo po angielsku i w firmie technologicznej. Nigdy nie pomyślałabym, że będę pisać w obcym języku i na tematy, w których wtedy poruszałam się jak dziecko we mgle. Zacisnęłam zęby i dałam radę, a dzisiaj z dumą wracam do tamtych tekstów (chyba wciąż bez przekonania, że sama to wszystko pisałam!). Na pewnym etapie zabrakło mi działalności, a kilku klientów uciekło tylko dlatego, że nie mogłam wystawić faktur.

Ale wiecie co? Pisanie o aplikacjach softwarowych nigdy nie sprawiało mi dużo frajdy.

kwiecień | monstera i macbook

Do copy coraz bardziej zaczęłam wracać w poprzednim roku. Szukałam dodatkowych zleceń i w grudniu stanęłam przed wielkim wyzwaniem. Gdzieś między świętami jako ghost napisałam kilka podrozdziałów do specjalistycznej książki o marketingu. Wiem, że zrzekłam się praw autorskich, ale wiecie, co czuję, gdy patrzę na moje słowa tak pięknie wydane na białym papierze?

Później poszło już gładko. Zadowolona firma zaproponowała mi stałą współpracę i od tego czasu regularnie podsyłam im setki znaków. Zleceń nie ma wiele – średnio kilka na tydzień, ale… Cieszę się, że wróciłam do pisania i – może przewrotnie – dobrze, że tylko na kilka godzin. Oprócz copy wciąż działam na innych frontach. Dywersyfikacja i różnorodność… to słowa, które dziś definiują mnie zawodowo.

Kwietniowe zmiany: nowe włosy i koniec remontu

Kwiecień przyniósł wiosnę, a wiosną przychodzą zmiany. Kolor włosów chciałam zmienić już w listopadzie. Od jesieni pracowałam nad ich kondycją i gdzieś w okolicy lutego/marca przywróciłam je do ładu. Więc hm… może by tak zniszczyć je na nowo, tak tylko trochę? Zapragnęłam rewolucji i pociągnęłam je rozjaśniaczem.

Lepiej? Gorzej? Wciąż się waham, ale jak to się mówi… włosy nie zęby, przecież odrosną ;)

Zmiany od października obserwował także nasz mały domek. Przemalowaliśmy ściany – klasycznie, na szaro i wymieniliśmy meble w dużym pokoju. Do ogarnięcia zostały już tylko przyjemne rzeczy, dekoracje i rośliny w doniczkach na oknach. Nie zmieniliśmy dużo, ale do szału doprowadzało mnie, ile to wszystko trwało!

Wyobraźcie sobie, że chcecie zamówić nową ławę. Raz – na realizację zamówienia czekacie miesiąc. Dwa – zaczynacie składać mebel i orientujecie się, że brakuje jednego elementu. Trzy – składacie reklamację, która – jak okazuje się po miesiącu – gubi się gdzieś w otchłaniach systemu. Cztery – składacie kolejną reklamację. Pięć – mija kolejny miesiąc i w końcu firma dosyła wam brakującą nóżkę.

Dziękuję, BRW.

Trochę zmian podziało się też na blogu. W końcu zdecydowałam się na generalny remont – przenosiny na wordpress i własny hosting. Ręcznie przekleiłam ponad sto postów! Nowy serwer wymusił zmiany w szablonie, a cały makeover dał mi porządnego kopa do działania. Jak mogę nie pisać, skoro sam blog tak pięknie prosi się o uzupełnianie? ;)

A mówiąc o inspiracjach… podrzucam kwietniowy worek polecajek!

# filmy i seriale

1) Dom z papieru

Do La casa de papel podchodziłam bardzo nieufnie. Po średnich doświadczeniach z hiszpańskim filmem bałam się, że znów zobaczę to samo – dziwne intrygi i sploty wydarzeń, którym daleko od definicji dobrej zabawy. Z drugiej strony, Domem z papieru zachwycali się praktycznie wszyscy! Czyżby hiszpański serial potrafił dorównać największym produkcjom Netflixa? Musiałam to sprawdzić. Odpaliłam pierwszy odcinek i… przepadałam. Pokochałam ten obraz i Berlina, psychopatę z błyskiem w oku.

Dom z papieru nakreśla historię napadu na hiszpańską mennicę – ośmioro złodziei w maskach Dali’ego i Profesor, który pociąga za sznurki niby- marionetek na teatralnych deskach. Czy inteligentnie naszkicowany plan rozboju wytrzyma starcie ze strachem, radością, współczuciem, pożądaniem… prawdziwymi emocjami, które kłębią się w każdym bohaterze?

dom z papier - gif

2) Faworyta

Już zapomniałam, jak lubię kostiumowe filmy! i Emmę Stone pod każdą postacią.

Faworyta przenosi nas na dwór XVIII-wiecznej Anglii; na scenę genialnej Colman i dwóch stron ścierających się o względy królowej Anny. Abigail – służka, która swoim losem przypłaciła błędy ojca – za wszelką cenę stara się odzyskać tytuł i zszargane imię. Na drodze stoi jej lady Sarah, której wpływy mkną daleko poza piękny pałac. Kto wygra, kto przegra? Satyryczna i gorzka opowieść maluje przed nami więcej niż jedną odpowiedź. Ocena: 8/10

faworyta - gif

3) Wściekłe psy

W ramach nadrabiania zaległości z Tarantino, sięgnęłam po największy klasyk: Reservoir Dogs. Obejrzałam film, przeczytałam serię wywiadów i dzisiaj, mając szerszy kontekst, nie mogę się nadziwić jak złożone i genialne jest to, co wyprawia na ekranie Quentin. 

Dla kogo są Wściekłe psy? Trochę dla fanów filmów gangsterskich; trochę dla kogoś, kto szuka niebanalnego kina; i trochę dla mnie – osoby, która jeszcze kilka lat temu zastrzegała się, że nigdy nie obejrzy brutalnego Tarantino. Wściekłe psy to obraz teatralny i przegadany  – zamknięty w czterech ścianach magazynu, gdzie spotyka się grupa gangsterów po nieudanym skoku na sklep jubilerski. Ocena: 9/10

wściekłe psy - gif

# blog

W marcu i kwietniu nieprzerwanie ciągnęłam relację z Maroko. Na blogu pojawiły się trzy wpisy, a w planach szykuje się już kolejny!

  1. Nie porwali cię w tym Maroko? Kilka przemyśleń po tygodniu w Afryce Północnej
  2. 10 rzeczy, które musisz zrobić w Maroko
  3. Maroko bucket list: spędzić noc na pustyni

***

Jak minął Wasz kwiecień? 
Trzymajcie się ciepło, M.

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.