5 lekcji, których nauczyło mnie Camino de Santiago

Decyzja o wyruszeniu na Camino de Santiago była prosta, ale żadna z nas nie przypuszczała, jakie lekcje szykuje dla nas Droga.

Była więc Droga łagodna, która jak dobry ojciec wskazuje palcem i uczy jak postępować w życiu. Była też Droga surowa, nieugięta, która brutalnie rzuciła nas w wir wydarzeń i nakazała wyciągać wnioski z błędów.

Każda z nas doświadczyła ją w inny sposób i każda z nas zapamiętała inaczej. Jakie lekcje podarowało mi Camino?

Ognisty wschód słońca w drodze na górę Labruja

1) W moim życiu jest za mało wschodów słońca

Na Camino codziennie budziłyśmy się przed 6, a pierwsze kilometry pokonywałyśmy jeszcze przed świtem – po ciemku, z małą latarką w ręku, pilnie wypatrując żółtych strzałek. Każdego dnia czułam się trochę jak grze w podchody, gdzie znaki na ziemi i ścianach prowadziły nas prosto do skarbu. I wiecie, w czasie tych nocno-rannych eskapad zgubiłyśmy się tylko raz!

Uwielbiam ten równy, rześki marsz nie tylko dlatego, że omijałyśmy fale południowego słońca*. Z każdym krokiem, który zbliżał nas do 8 wypatrywałam promieni, które nieśmiało zdawały się witać nowy dzień.

Najgorsza pora na zdobywanie Camino zaczyna się po 12 w południe. Szlak, często nieocieniony, staje się wtedy przekleństwem pielgrzymów. Nic dziwnego, że większość z nich ma już wtedy +20km za sobą i schodzi z trasy w poszukiwaniu miejsca na nocleg.

Nie jestem porannym ptaszkiem, tym większą przyjemnością było dla mnie obserwowanie wschodu słońca. Na trasie, podczas wspinaczki na górę, w szczerym polu pośrodku niczego. Codziennie na nowo zakochiwałam się w słońcu, które malowało świat na tysiące ciepłych barw. To właśnie wtedy zrozumiałam, jak niewiele trzeba, by znaleźć swoje szczęście i czego zawsze brakowało mi w życiu.

Wschody słońca były najpiękniejszą rzeczą, którą podarowała mi Droga.

Fioletowo-różowy zachód słońca w drodze na górę Labruja

Dziewczyna oglądająca wschód słońca w drodze na górę Labruja

Drzewa na tle różowo pomarańczowego wschodu słońca | na trasie Camino de Santiago

2) Pozwól sobie na odpoczynek

Nie wiem, jak banalnie to zabrzmi, ale już pierwszego dnia na Camino dostrzegłam, że nie potrafię odpoczywać. Każdego dnia po pracy szukam sobie kolejnych zajęć – sprzątam, piszę, odpalam komputer – wszystko po to, by przypadkiem nie marnować czasu.

I chyba tak trochę wygląda to nasze szybkie, nerwowe życie: z pracy do pracy, odhaczamy spotkania ze znajomymi, bez przyzwolenia na nic-nieróbstwo i pełni wyrzutów sumienia, kiedy nie mamy w co włożyć rąk. Nikt nam nie pokazał, jak właściwie powinniśmy odpoczywać.

Pamiętam tą błogość, która spłynęła na mnie w San Pedro de Rates, po zakończeniu pierwszego etapu Drogi. Siedziałam na karimacie pod zieloną winoroślą i w ciszy obserwowałam promienie ciepłego słońca, które tańczyły wśród liści nad moją głową. Popijałam wino i cieszyłam się, że już nie muszę iść nigdzie dalej.

Bez złości, bez narzekania, pozwoliłam sobie na słodkie lenistwo i delektowałam się chwilą – tu i teraz – która rozciągała się do granic możliwości. Nie robiłam nic, odpoczywałam i to potrafiło wystarczyć mi do szczęścia.

Czy to nie właśnie tego potrzebujemy?

3) Jesteś zbitką historii i ludzi, którymi się otaczasz

Santiago nigdy nie było dla mnie celem samo w sobie. To tylko miasto, pewien symbol, do którego puste dojście nie jest zbyt wiele warte. Najpiękniejsze rzeczy dzieją się gdzieś po drodze: miejsca, które odwiedzasz, świeży sok z pomarańczy i ludzie, których spotykasz na swoim Camino.

Raquel poznałyśmy 5 dnia naszej podróży w O Porriño, już po przekroczeniu granicy z Hiszpanią. Podróżowała sama, więc nad miską pasty, zaproponowałyśmy, by kolejnego dnia wyruszyła razem z nami. Chyba żadna z nas nie spodziewała się, że tak już zostanie – cztery camino queens w szczerym, hiszpańskim polu. Trochę jak adoptowana siostra, z którą płakałyśmy i śmiałyśmy się już aż pod same drzwi katedry.

To całkiem przewrotne, bo od początku (choć w innym składzie) miałyśmy robić Camino we 4…

Camino rzuca pod nogi ludzi – samotnych podróżników, rodzinę z Nowej Zelandii i dwóch poczciwych włoskich dziadków. Każdy z nich wyrusza w trasę ze swoją historią, od ciebie zależy czy jej wysłuchasz i czy wyciągniesz z niej coś dla siebie. Czasami jedno słowo, małe doświadczenie potrafi otworzyć oczy i zmienić sposób, w jaki do tej pory patrzyłeś na świat.

Ciężko, by twoje troski rozwiązały się same tylko dlatego, że pokonałeś 100km. To elementy, które zbierasz na Drodze tworzą prawdziwą magię Camino.

Ruda dziewczyna siedząca na murku i spoglądająca w dal | Valenca, Portugalia

Valenca | na granicy hiszpańsko-portugalskiej

Widok ze szczytu Labruja, Portugalia

Prowizoryczny krzyż na szczycie Labruja, w tle wierzchołki drzew i góry

4) Znalazłam sposób, żeby zatrzymać czas

Czy tobie też wciąż brakuje czasu i łapiesz się myśli, że nie masz pojęcia, gdzie ucieka ten galopujący świat?

Skończyłam studia i wpadłam w rutynę codzienności. Pracuję, jem posiłki – czasem zdrowe, czasem nie – i oglądam za dużo seriali. Zanim się obejrzałam, minął rok, odkąd wróciłam do Rzeszowa i podjęłam tu pracę. Kiedy to się stało?

A potem pojechałam na Camino i 10 dni zdawało się ciągnąć miesiącami. Każdy dzień płynął według własnego rytmu pełen godzin i minut, których w końcu nie było za mało. Zastanawiałam się, w czym tkwi sekret i małymi kroczkami zaczęłam go odkrywać.

Podstawa tajemnicy? Uważność, życie w zgodzie z naturą i według jej rytmu. A co ważniejsze: bycie tu i teraz i odrzucenie planów na przyszłość. Nie myślałam, że tych kilka prostych rzeczy pozwoli mi się zresetować jak nigdy wcześniej.

W czasie Drogi zwolniłam, wrzuciłam pierwszy bieg. Chłonęłam dni takimi, jakie podrzucał mi pod nogi świat – niektóre były przyjemne, wypełnione zapachami i dźwiękami z pobliskich pól, kiedy inne przynosiły płacz i ból. Nie planowałam, bo i po co? Każdego dnia cel był prosty: iść za strzałkami do miejsca, które zamykało kolejny etap naszego Camino. Iść, rozmawiać, myśleć i zachwycać się tym, co przydarzyło się gdzieś po Drodze.

Bo widzicie, czas spędzony pośród natury, uważnie obserwując to, co dzieje się wokół to najpiękniejszy czas, który mogłam podarować sama sobie.

Pielgrzymi na trasie Camino de Santiago podczas wschodu słońca

Wschód słońca w polu na trasie Camino de Santiago

Budynek na wzgórzu otoczony lasem podczas wschodu słońca

5) Czy potrafisz sobie odpuścić?

Najważniejsze lekcja przyszła ostatniej nocy. Droga rozkazała „zatrzymaj się”.

Myślę, że gdybyśmy miały robić konkurs na najbardziej ambitnego pielgrzyma, Kinga zdeklasowałaby całą konkurencję. Była z nas zdecydowanie najszybsza i za wszelką cenę parła do przodu. Już 4 dnia, w czasie wspinaczki na Labruja krew zalała jej buty, a mimo to zacisnęła zęby i zrobiła kolejne 20 kilometrów. Jej odciski zdawali się ratować wszyscy – małżeństwo z Brazylii i hiszpańskie pielęgniarki out off duty, które przeszywały jej stopy nićmi*. I tylko czasem z przerażeniem kręciły głową i radziły, by na kolejny odcinek przesiąść się do busa.

No, ale co to za pielgrzym, który zamienia swoje nogi na wygodnego busa?

Popularnym sposobem na odciski, który poznałyśmy na Camino, okazała się… igła i nitka. Odcisk przeszywa się nitką, zostawiając ją w środku, żeby wchłonęła wodę.

Ostatniej nocy Kinga zemdlała. Miała gorączkę, a jej stopy pulsowały jak nigdy przedtem. Karetka zabrała ją do najbliższego szpitala, do Santiago de Compostela. Ta, która najbardziej chciała zrobić camino, ostatni odcinek pokonała w hiszpańskim ambulansie.

Możesz mieć ambicje, ale przychodzi chwila, gdy twoje ciało mówi zwyczajne stop. Nauka odpuszczania jest równie ważna jak motywacja, która popycha nas do przodu. Czy umiesz słuchać, co ma do powiedzenia twój brzuch, ręce czy nogi? Nie zawsze „twoje ciało może więcej niż podpowiada ci twój umysł”. Czasami musisz dać za wygraną, zrobić trzy kroki w tył i docenić miejsce, w którym wypluło cię życie.

Dwie pielgrzymki w lesie na trasie Camino de Santiago

*     *      *

Wyciągnij z tego wpisu jedną rzecz dla siebie. Lekcję, która zmieni twoje życie i każdego roku zrób coś niesamowitego.

Mój sukces? 22.09.2018 przeszłam portugalskie Camino de Santiago!

:)

Przeczytaj również: Jak wyglądała nasza trasa Camino Portugués?

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.