Brugia, miasto czarownic

Tego roku, pierwszy raz od wielu lat, zaplanowałam majówkę z dużym wyprzedzeniem i… poleciałam do Belgii. Nietypowo?

Nietypowo, bo gdy Polska wygrzewała się przy +25, Bruksela przywitała mnie pochmurnym niebem i deszczem, który raz po raz zalewał brukowaną drogę. Zresztą, czym może zaskoczyć mnie Belgia? Frytkami z majonezem, którego nie lubię i czekoladą, której ceny kręcą się wokół 10 euro? A jednak, jak dziecko cieszyłam się na ten majowy wyjazd.

Spędziłam kilka miłych chwil w Brukseli, a potem – kropka nad i – wsiadłam w pociąg i pojechałam dalej, do Brugii.

Łódki płynące kanałami Brugii

Brugia jest niewielkim miasteczkiem w zachodniej Flandrii. Szczyci się pięknym, średniowiecznym centrum, gęsto poprzecinanym wąskimi kanałami. Jest nazywana Wenecją Północy, a jej historyczne, doskonale zachowane stare miasto zostało wpisane na listę UNESCO. Taki trochę must do zobaczenia podczas wizyty w Belgii.

Ciekawostka. Jak podają źródła, nazwa miasta wywodzi się od holenderskiego słowa brug – most. To prawda – w Brugii jest wiele mostów i nie byłoby w tym nic dziwnego, ale… to hiszpańska nazwa podbiła moje serce. Wiecie, że Hiszpanie na Brugię wołają Brujas, a więc czarownice, a nie mosty, jak można by się tego spodziewać?

I nie, Brujas nie ma nic wspólnego z tym, jak wygląda lub co działo się w mieście. Ot, Hiszpanie nie od dzisiaj uwielbiają zmieniać nazwy, słowa i dopasowywać je do swoich dźwięków. A że ktoś kiedyś uznał, że holenderskie Brugge brzmi mu właściwie jak Brujas, dlaczego nie wpisać czarownic na wszystkie hiszpańskie mapy?

łódki płynące kanałami w Brugii, łabędzie na brzegu

Nie wiem, kto to wymyślił, ale miał nosa nazywać miasto Brujas.

Miasto, szczególnie nocą, przypomina baśniową scenerię, gdzie za rogiem czają się powykrzywiane twarze, a w oddali słychać świst odlatującej miotły. Spacerując wąskimi uliczkami, mijasz chatki z piernika i zastanawiasz się, czy w środku nie znajdziesz gdzieś małych, łakomych dzieci. Tam, w zaroślach siedzi brzydkie kaczątko, z zazdrością obserwując stado pięknych, białych łabędzi, które cupnęły nad brzegiem rzeki. A dalej mkną statki, niewielkie łódki złapane na haczyk olbrzymiej wędki. I czekolada…

Czy kraj, który topi się w czekoladzie – mlecznej, białej, gorzkiej z malinami! – z definicji nie jest cudowną bajką?

Turyści na moście nad kanałem w Brugii

turyści na moście w Brugii, łabędzie na brzegu

Tak, moja wizyta w Brugii była baśniowa, ale krótka, bo mimo największych chęci… ciężko jest spacerować w deszczu, kryjąc pod płaszczem aparat i przeglądając witryny knajpek, gdzie tu się schować?

Deszcz jedno, ale warto mieć na uwadze, że nawet piękna bajka – jak za dotknięciem magicznej różdżki – może się zmienić w najgorszy koszmar. Brugia jest małym i turystycznym miejscem, a to pociąga za sobą tłumy turystów, którzy w (nie tylko) słoneczne dni korkują się na uliczkach Brujas i ceny, które coraz bardziej niebezpiecznie szybują w górę.

Jeden głupi tost z ananasem potrafi kosztować tam 10 euro. Auć.

I tak sobie myślę, że mimo całej tej czarodziejskiej łuny, z podziwem patrzę na ludzi, którzy całe życie spędzają w tym miejscu. W Brugii – mieście czarownic.

Murowane domki nad brzegiem kanału w Brugii

Brugia, w tle kościół nad brzegiem kanału

Kościół nad brzegiem kanału w Brugii 2

Murowana Brugia, w tle most nad kanałem

Jak dotrzeć do Brugii? Easy, pociągiem z Brukseli. Podróż trwa ok. godziny, a za jednodniowy bilet w dwie strony zapłaciłam 13 euro (koszt dla osób poniżej 26 r.ż.)

* * *

Brugia, Antwerpia, Gandawa…? Które miasto wybierzesz na swój city break?
M.

 

Dziewczyna z analogowym aparatem

Author: Magdalena

Rocznikowo 92’, absolwentka psychologii i filologii hiszpańskiej w Krakowie. Piszę, robię zdjęcia i podróżuję, bo nic innego nie sprawia mi tyle przyjemności. Dużo się uśmiecham i wciąż się czuję na 12 lat.